HistoriaWiza i dojazd Informacje Praktyczne Przewodnik Adresy Linki Fotografie
   

Historia Moskwy. Rok 1998

Pierwsza połowa 1998 roku była szczytem szalonych pieniędzy w Rosji.

Krótko mówiąc, było tak: na wybory Jelcyna w 1996 roku potrzebne były pieniądze. Nie można było przecież liczyć na to, że wyborcy oddadzą głos na schorowanego bezsilnego staruszka, spędzającego dotąd większość czasu w szpitalach niż na Kremlu, bez «silnego poparcia». Z całą pewnością wszyscy czołowi artyści Rosji zostali zobligowani do udziału w bezpłatnych koncertach w całym kraju.

Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że lekarze dokonali cudu i postawili Jelcyna na nogi na kilka dni: podczas koncertu tańczył on nawet na scenie z jednym z artystów, a zapis tego wydarzenia był wielokrotnie emitowany we wszystkich kanałach telewizyjnych w Rosji.

Co prawda, już ceremonii objęcia urzędu prezydenckiego nie dało się oglądać bez łez.

Było to po prostu znęcanie się nad staruszkiem, który ledwie poruszał językiem i z trudem był w stanie wymówić kilka zdań przysięgi (chociaż był to prawdopodobnie jej najkrótszy wariant).

Aby przyciągnąć pieniądze, rząd wyemitował państwowe obligacje krótkoterminowe (GKO). Ich posiadacze osiągali wysokie procenty, znacznie wyższe niż z tytułu innych operacji bankowych i oczywiście przewyższające zyski w jakimkolwiek biznesie.

Jest rzeczą oczywistą, że bankierzy, którzy potrafią liczyć pieniądze, nie mogli przejść obok tak kuszącej propozycji, tym bardziej że wypłatę pieniędzy gwarantowało samo państwo! W rezultacie banki zaczęły wyzbywać się niskodochodowych aktywów, przestały łożyć środki na produkcję, zatrzymując znacznie więcej niż połowę swoich pieniędzy w obligacjach GKO.

Z kolei państwo, nie posiadając środków na wypłatę tak wysokich odsetek, emitowało nowe obligacje GKO, które banki natychmiast wykupywały, a sprzedawały stare. Taka sytuacja utrzymywała się ponad dwa lata, aż do chwili, gdy w 1998 roku wspieranie piramidy finansowej okazało się niemożliwe.

Zaczęło się od bankructwa banków prowincjonalnych. Informacje na ten temat nie przedostawały się do prasy. Przeciwnie, przez całe lato 1998 roku prezydent i premier twierdzili, że sytuacja gospodarcza Rosji jest stabilna i nie przewiduje się żadnej dewaluacji. Później wyszło na jaw, że zarówno premier Kirijenko (który w wywiadzie z dumą oświadczył, że o dewaluacji wiedział od samego początku), jak i sam Jelcyn (z którym wywiad opublikowano na 2 tygodnie przed dewaluacją), po prostu okłamali swoich obywateli.

Krótko mówiąc, w sierpniu 1998 roku piramida zawaliła się, a kurs rubla w ciągu kilku tygodni obniżył się ponad dwukrotnie. Jeżeli 1 dolara latem można było nabyć za 6 rubli, to jesienią był on już wart ... 24, a z końcem roku – całe 30 rubli!
Reasumując, jesienią 1998 roku większość wielkich i małych banków po prostu zamknięto. Większość wkładów już to przepadła, już to straciła wartość.

Był to czas masowej likwidacji eleganckich biur dziwnych firm, które robiły pieniądze na niczym.

Rozpieszczani dotąd pracownicy biurowi, nie godzący się na pracę nawet za 1000 dolarów, teraz próbowali znaleźć cokolwiek za 100.

Wzrostowi kursu dolara towarzyszył proporcjonalny wzrost cen w sklepach.

Jedynym pozytywnym skutkiem było ... pojawienie się w Moskwie rosyjskich produktów żywnościowych. Brzmi to może śmiesznie, ale większość towarów w stolicy pochodziła z importu!

Podczas gdy firmy rosyjskie z trudem próbowały sprzedać swoje wysokiej jakości i niedrogie produkty, z jakichś względów preferowano import.

W końcu, w związku ze znacznym zmniejszeniem opłacalności importu, mieszkańcy Moskwy dowiedzieli się, że również w Rosji powstają nie gorsze produkty.

Z nadejściem kryzysu odnotowano też spadek ilości imprez rozrywkowych.

Na przykład jubileusz poety rosyjskiego Aleksandra Siergiejewicza Puszkina (dla Rosjan znaczącego prawie tyle samo, co dla Polaków Adam Mickiewicz; zresztą Puszkin i Mickiewicz znali się osobiście), który przypadał na 1999 rok, przeminął prawie niezauważony: zabrakło pieniędzy na huczne obchody. Stało się tak, mimo że prowadzona w 1998 roku kampania propagandowa zapowiadała widowisko na skalę nie mniejszą niż 850-lecie miasta.

Tak więc Jelcyn, coraz bardziej lękający się o siebie i swoją rodzinę, w pół roku zmienił 5 (pięciu) premierów. W końcu, w sierpniu 1999 roku premierem został Władimir Władimirowicz Putin.

Idealnie pasował on do roli prezydenta. W jelcynowskich czasach bezgranicznego chaosu marzono po prostu o kimkolwiek, kto zdoła wreszcie zaprowadzić porządek w kraju.  A Putin okazał się akurat byłym funkcjonariuszem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). W Rosji trwała niemrawo prowadzona wojna w Czeczenii, a w Moskwie od czasu do czasu miały miejsce zamachy zorganizowane przez czeczeńskich terrorystów. I choć moskwianie już się z nimi ... oswoili, w Czeczenii nadal ginęli żołnierze rosyjscy. Punktem kulminacyjnym była seria wybuchów w budynkach mieszkalnych w Moskwie w sierpniu 1998 roku. To właśnie po nich w budynkach zorganizowano patrole mieszkańców, pojawiły się dozorczynie (które zresztą stopniowo w ciągu roku zniknęły).

Krótko mówiąc, Putin rozpoczął nową operację antyterrorystyczną w Czeczenii, co spowodowało znaczny wzrost jego popularności. Kolejne wybory prezydenckie w Rosji miały odbyć się w marcu 2000 roku. Zakładano, że do tego czasu wszyscy terroryści zostaną zlikwidowani, a obywatele zagłosują na prezydenta-zwycięzcę.

Jednakże jeszcze z końcem roku stało się jasne, że operacja antyterrorystyczną przedłuża się, nie odnotowano też szczególnych sukcesów w zaprowadzeniu porządku. Popularność Putina zaczęła spadać. I choć państwowe kanały telewizyjne pokazywały tylko jego: Putin na pokładzie okrętu, Putin w samolocie, Putin w przedszkolu, Putin w kołchozie itp. było jasne, że w marcu 2000 roku nie zgromadzi on większości głosów.

Wówczas to specjaliści od PR opracowali sztuczkę z przedterminowym odejściem Jelcyna.

Zamiast noworocznego orędzia do narodu, w dniu 31 grudnia Borys Nikołajewicz Jelcyn wygłosił oświadczenie, że zrzeka się urzędu prezydenta.

W ten sposób wybory przeniesiono z końca marca na koniec stycznia.

Spowodowało to, że inne partie polityczne, które dopiero co zamierzały rozpocząć kampanię, znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. W ciągu miesiąca musiały zrobić to, co zamierzały wykonać w ciągu trzech. Warunki były jawnie niejednakowe dla wszystkich.

W debatach telewizyjnych Putin nie uczestniczył, nie ujawniał też swojego programu, tak że nie było go za co krytykować. W rezultacie telewidzowie, z jednej strony obserwowali jedynie wzajemną krytykę kandydatów na urząd prezydenta, z drugiej – radosne reportaże o tym, gdzie to dzisiaj przebywał Putin i jakie to poprawne słowa wypowiedział.

Zresztą, były to w Rosji ostatnie wybory, kiedy to kandydat kremlowski miał realną opozycję.

sdfsdfsdf
     
Moskwa.pro

Projekt internetowy Kałasznikowa Nikołaja (Moskwa, Rosja)

Wszelkie uwagi proszę wysyłać na adres: listy@moskwa.pro

  Яндекс.Метрика